Porsche Abarth? WTF?

on Maj 26, 2017

A to Was pewnie tytuł zdzi­wił, co nie? Ale to fakt, Porsche wspól­nie z Abarth‘em stworzyło samochód wyś­cigowy! Oczy­wiś­cie związane było to z 24h wyś­cigiem w Le Mans, a jak­by inaczej. Pozwól­cie, że jeszcze raz Was tym pomęczę. Obiecu­ję, że potem zro­bię prz­er­wę od rzeczy związanych z tym wyś­cigiem.

Zaczni­jmy od tego, że każde źródło poda­je inne infor­ma­c­je odnośnie pode­j­mowanych przez poszczególne oso­by decyzji czy zaan­gażowane w to firmy bądź ich wkład. Gdy praw­dopodob­nie w tym roku odwiedzę muzeum Porsche obiecu­ję dowiedzieć się więcej na ten tem­at! W między­cza­sie zapo­dam naj­log­iczniejszą wer­sję wydarzeń, zgo­da? No to prze­jdźmy do konkretów.

Dziecko wielu legend

Założę się, że więk­szość nie ma bladego poję­cia, że Pan Car­lo Abarth, Aus­tro-Węgi­er o włoskim pochodze­niu, w lat­ach trzy­dzi­estych pra­cow­ał dla Fer­dy­nan­da Porsche. Też mnie to zaskoczyło. Ale jak to bywa, włos­ki tem­pera­ment nie szedł w parze z niemiecką naturą i ich dro­gi się rozeszły. Gdy w lat­ach pięćdziesią­tych Porsche zaczęło star­tować swoi­mi 356 w 24h wyś­cigu w LeMans i odnosiło zauważalne sukcesy, Car­lo Abarth prowadz­ił już włas­ną dzi­ałal­ność pro­duku­jąc częś­ci tuningowe a cza­sem nawet własne samo­chody wyś­cigowe. Spec­jal­i­zował się przede wszys­tkim w pra­cy nad Fiata­mi, ale i Alfy Romeo czy samo­chody Sim­ca nie były mu obce.

Gdy niemiec­ka fir­ma zrozu­mi­ała, że potrze­bu­je nowego samo­chodu do wyś­cigów, Fer­dy­nand przy­pom­ni­ał sobie o starym pra­cown­iku. Wspól­ny­mi siła­mi stworzyli praw­dopodob­nie najszyb­szą, najrzad­szą i naj­droższą wer­sję Porsche 356 jaka kiedykol­wiek została wypuszc­zona na asfalt. Porsche 356 B Car­rera GTL Abarth. Przy­pad­kiem wpadłem w inter­ne­tach na jeden egzem­plarz, który był wys­taw­iony jak­iś czas temu na sprzedaż. Cena wynosiła jedynie 499 tysię­cy dolarów. I tak pewnie sprzedali go z dnia na dzień.

Abarth, który z chę­cią przyjął zlece­nie popraw­ienia doty­chcza­sowej Car­rery, wciągnął na pokład kole­jnego Włocha, Fran­co Scaglione. Podob­no nawet niko­go nie zapy­tał o przyz­wole­nie. Pracu­ją­cy do 1952 roku dla biu­ra pro­jek­towego Bertone Włoch, odpowiedzial­ny był za stworze­nie nowego, opły­wowego designu nad­wozia. Jed­ną z pier­wszych rzeczy rzu­ca­ją­cych się w oczy jest charak­terysty­cz­na dla samo­chodu mas­ka, pod którą drze­mał czte­ro­cylindrowy sil­nik typu box­er. Była duża, prze­siana otwora­mi i wzbo­ga­cona o dodatkowy, duży wlot powi­etrza. Jej rozmi­ar wymusił nawet zmi­anę tyl­nych świateł z pozy­cji poziomej do pio­nowej, co aku­rat moim skrom­nym zdaniem wyglą­da całkiem przyz­woicie, choć przy­wodzi na myśl kuzy­na spod szyl­du VW. Gotowy pro­jekt alu­min­iowego nad­wozia został wcielony w życie przez leg­en­darną już fir­mę Zaga­to.

Zadowalający wynik

Efekt współpra­cy był zad­owala­ją­cy. Nowy mod­el nie tylko był o 13 cen­tymetrów krót­szy i niższy od stan­dar­d­owej Car­rery, ale i o 12 cen­tymetrów węższy i ważył zaled­wie 778 kilo­gramów, czyli około 120 mniej niż nor­mal­na wer­s­ja! Oczy­wiś­cie musi­ało się to stać pewnym kosztem. W samo­chodzie nie było boczków drzwi, a nawet wygłuszenia. Oszczędzano na masie, gdzie tylko się dało. Jed­nak sama waga samo­chodu nie mogła zag­waran­tować zwycięst­wa.

Zamon­towano wydech koń­cowy Sebringa, dzię­ki które­mu moc wzrosła ze 115 do 135 KM przy 7400 obro­tach na min­utę. Całość świet­nie nadawała się do rajdów czy wyś­cigów górs­kich dzię­ki swo­jej niesamowitej zwin­noś­ci, ale i na torze nowa Car­rera potrafiła pokazać pazur, o czym z resztą świad­czyły jej wyni­ki – wielokrotne wygrane w swo­jej klasie między inny­mi w LeMans, na Nür­bur­gringu czy Tar­ga Flo­rio. Trze­ba było jed­nak dobrze wiedzieć jak zapanować nad samo­cho­dem, gdyż tył bywał niesta­bil­ny a pręd­kość rzę­du 230 km/h osią­gało się na sto­sunkowo wąs­kich oponach. Nato­mi­ast do zatrzymy­wa­nia pojaz­du zas­tosowano cztery hamulce bęb­nowe – szał… ale się sprawdz­iły.

Gotowy samochód cieszył się sporym powodze­niem. Wielu kierow­ców chci­ało nabyć nowe Porsche, mimo że cena wynosiła 25 tysię­cy Marek, czyli 4 000 więcej niż swój poprzed­nik, Porsche 1600 GS Car­rera GT, wyposażony w ten sam sil­nik. Wtedy była to for­tu­na. Razem zbu­dowano zaled­wie 21 sztuk z czego znacz­na część została rozbi­ta pod­czas wyś­cigów. Dziś to niewąt­pli­wie jed­no z najrzad­szych Porsche ever, i sądzę, że też jed­no z najład­niejszych, ale ja to mam tam takiego lekkiego bzi­ka na punkcie starych samo­chodów, więc bywam mało obiek­ty­wny. Jestem ciekaw ilu z Was o tym wozie już słysza­ło. Jak już wspom­ni­ałem u góry, mnie ta współpra­ca zaskoczyła. Zobaczymy, ile podob­nych cieka­wostek zdołam jeszcze wykopać! Do zobaczys­ka i 3mta się! Pole­cam się na przyszłość!