Horror na rynku samochodów klasycznych?

on Czerwiec 3, 2017

Jed­nym z moich ulu­bionych zajęć w cza­sie wol­nym jest przeglą­danie kat­e­gorii samo­chodów zabytkowych na alle­gro. Robię to co najm­niej raz w tygod­niu, może z drob­ny­mi wyjątka­mi. Zacząłem z tym już dłu­go przed zro­bi­e­niem prawa jazdy, przede wszys­tkim dlat­ego, że chci­ałem, aby moim pier­wszym samo­cho­dem był klasyk lub ciekawy young­timer. Ze względów finan­sowych sprawy potoczyły się inaczej, ale nawyk został.

Przez blisko 2–3 ostat­nie lata zaob­ser­wowałem na pier­wszy rzut oka bard­zo niepoko­jącą ten­dencję. A mianowicie, mniej i mniej wys­taw­ianych aukcji samo­chodów zabytkowych. Pamię­tam okres, w którym ich licz­ba nie schodz­iła poniżej tysią­ca, a dzisi­aj? Dokład­nie w tej chwili, w której wpisu­ję tę liczbę jest ich 572. Prak­ty­cznie o połowę mniej! (617 w dniu pub­likacji pos­ta – jak­iś szał! Chy­ba sezon się zaczy­na!)

Mój początkowy stra­ch w końcu zamienił się w radość. Dotarło do mnie, że mniejsza ilość samo­chodów do sprzeda­nia wcale nie musi świad­czyć o więk­szej licz­bie rozbitych, zezło­mowanych, zapom­ni­anych i roze­branych na częś­ci klasyków, a raczej o ros­nącej iloś­ci świadomych ludzi! Wresz­cie musi­ało do nich dotrzeć, że o taki pojazd trze­ba dbać i że to inwest­y­c­ja lep­sza niż choler­na loka­ta w banku czy ohydne baz­groły dawno zmarłego typ­ka, a do tego znacznie ład­niejsza.

Prob­lem pojaw­ia się dopiero kiedy chcesz coś nabyć. Wtedy jesteś naprawdę u… w gorszej pozy­cji. Nie tylko różnorod­ność mod­eli dostęp­nych na rynku spadła wraz ze zmniejsza­jącą się iloś­cią aukcji, ale i cena wzrosła. To oczy­wisty, zarówno pozy­ty­wny jak i negaty­wny skutek. Czym pro­dukt rzad­szy, tym bardziej ekskluzy­wny = droższy. Zazwyczaj. Możli­wość, że pozostałe się roz­padły albo zostały wywiezione na zło­mowisko, bo nikt ich nie chci­ał, a ich wartość nie rosła wciąż ist­nieje. Na szczęś­cie, nawet jeśli dany mod­el był brzy­d­kim kaczątkiem wśród pozostałych klasyków, to jego drasty­cznie male­ją­ca licz­ba w końcu także z niego uczyni nietuzinkowy pojazd kolekcjon­er­s­ki = dro­gi. Tak przy­na­jm­niej bywa w więk­szoś­ci przy­pad­ków. Spójrz­cie cho­ci­aż­by na malucha! Z 10 lat temu, kiedy mało kto nie miał jeszcze Gol­fa trój­ki, czwór­ki, Opla Cal­i­bry czy innego zachod­niego wozu, a małych Fiatów było od cholery, to moż­na je było kupić za flaszkę i to nie taką z górnej pół­ki. Dziś takie sytu­acje należą do rzad­koś­ci i zazwyczaj otrzy­mu­je­my kupę zło­mu. Chcesz mieć ład­ny wóz, to albo sięg­niesz głęboko do port­fela, albo sys­tem­aty­cznie będziesz wydawał hajsy na doprowadze­nie swo­jego wybrań­ca do przyz­woitego stanu.

Z tego też powodu zale­całbym Wam szy­bkie naby­cie ład­nego klasy­ka. Jest ich coraz mniej, a zastępst­wo prezen­tu­je się raczej marnie. Z wyjątkiem kilku beemek, mer­ców czy innych sto­sunkowo ciekawych wozów (nie kosz­tu­ją­cych wtedy setek tysię­cy zł), lata 90 nie dały nam niczego pożą­danego. Tylko nijakie lin­ie nad­wozia i mnóst­wo elek­try­ki w autach. No chy­ba, że zawsze chcieliś­cie mieć jakieś Passsser­rrrratttt­ti w dies­lu czy innego rzęcha. Ale o gus­tach się nie dysku­tu­je. Może ktoś nie miał innego wyboru. Ale to tem­at na inny raz.

See ya i śledź­cie Sav­ing Clas­sics, nigdy nie wiado­mo, kiedy coś się pojawi!