Disturbed w radiu? Ktoś zginie. Czyli negatywny wpływ muzyki na kierowcę.

on Styczeń 28, 2016
Znalezione na 123rf.com

Znalezione na 123rf.com

 

Kto lubi muzykę? Ręka do góry. Tak też myślałem. Chy­ba każdy z nas ma ulu­bione kawał­ki których słucha np. do bie­ga­nia, wypoczynku w domu a nawet pod­czas nau­ki. Muzy­ka jest też dobra dla zabi­cia nudy, i dlat­ego częs­to słuchamy jej pod­czas jazdy samo­cho­dem. To może okazać się jed­nak bard­zo zgub­ne.

Nie, nie mam na myśli moty­wu ze Smakosza. Spoko­jnie. Mówię o najzwycza­jniejszej muzyce jakiej słuchamy na co dzień. Nieważne czy to rock, hip-hop, pop czy muzy­ka klasy­cz­na. Wszys­tko zależy od Was i tego co lubimy. Weźmy na przykład roc­ka. Chy­ba każdy fan Need For Speed Under­ground 2 zamieni­ał się za kierown­icą swo­jego bolidu w dziką bestię słucha­jąc ścież­ki dźwiękowej tej już niemal leg­en­darnej gry, a w szczegól­noś­ci przy nagra­ni­ach Dis­turbed. Dlaczego? Bo te kawał­ki dają kopa! Całe ciało nagle jest pełne energii, coś wewnątrz nas każe nam dać czadu. Wciskamy pedał gazu do dechy i lec­imy, nieważne, ile koni chowa się pod maską. Nawet Maluchem jesteśmy wtedy w stanie wszys­t­kich wyprzedz­ić. Ści­namy zakrę­ty niczym rasowi raj­dow­cy, późno hamu­je­my, dynam­icznie rusza­my, wyprzedza­my na styk bo prze­cież zdążymy, odległość do poprzedza­jącego nas samo­chodu male­je do 2–3 metrów a nasza skrzy­nia biegów wybi­ja szy­b­ki rytm dla wchodzącego na wysok­ie obroty sil­ni­ka. Nasza jaz­da sta­je się brawurowa, a my jesteśmy przeko­nani o naszej zaje­bis­toś­ci i nad­ludz­kich umiejęt­noś­ci­ach jako kierow­ca. Oczy­wiś­cie nie dociera do nas wtedy, że stwarza­my ogromne zagroże­nie na uli­cy, bo prze­cież świet­nie panu­je­my nad sytu­acją. Aż tu nagle dochodzi do wypad­ku.

 

Wpływ muzyki na kierowcę

 

Ktoś się wys­traszył nad­jeżdża­jącego z prze­ci­wka Tico, które pod­czas manewru wyprzedza­nia led­wo co zdołało ominąć nowego Mer­cedesa, i zjechał odru­chowo z jezd­ni wpada­jąc w drze­wo. Kto inny nagle ma w bagażniku zaparkowane BMW e36 1.6 na podtlenku LPG, bo musi­ał hamować z powodu dziec­ka które wybiegło za piłką na ulicę, a kierow­ca za nim nie zachował bez­piecznej odległoś­ci. Jeszcze inny pod­czas późnego hamowa­nia tuż przed skrzyżowaniem wpa­da na plamę ole­ju po innym wypad­ku i niespodziewanie lądu­ję w ruchu krzyżowym obry­wa­jąc pociska­mi różnych kon­cernów samo­chodowych.

Ale tak na kierow­cę dzi­ała tylko rock i met­al” – powie pewnie więk­szość osób które słucha­ją popu czy nawet muzy­ki klasy­cznej pod­czas jazdy samo­cho­dem. I poniekąd mają rację. Ale to nie znaczy, że ich muzy­ka jest bez­pieczniejsza. Ile razy widzi­ałem dziew­czyny pod­czas jazdy, które myślały, że właśnie dają kon­cert i sto­ją na estradzie. Jakieś głupie przymykanie oczu i wczuwanie się w piosenkę przy ener­gicznym buja­niu się we wszys­tkie strony. No co trze­ba mieć w głowie? Nie mam nic prze­ci­wko śpiewa­niu przez dziew­czyny pod­czas jazdy. Ale trze­ba się do tego rzu­cać jak­by szatan Was opę­tał? Oczy na ulicę, a ręce na kierown­icę. Na wygłupy moż­na sobie poz­wolić za kom­put­erem a nie za kierown­icą. Nie będę się już rozpisy­wał o pozostałych gatunkach muzy­cznych, bo jed­no jest pewne, wszys­tkie mogą doprowadz­ić do wypad­ku.

 

Wpływ muzyki na kierowcę

Znalezione na wheels.ca

 

Pod­sumowu­jąc, rozpoz­na­je­my dwa różne wzorce wpły­wu muzy­ki na kierow­cę pod­czas jazdy. Albo zamienia go w pos­tra­ch szos stwarza­ją­cy zagroże­nie poprzez agresy­wny styl jazdy, albo wręcz prze­ci­wnie. Zami­ast sku­pi­ać się wyłącznie na uli­cy i na tym jak najszy­b­ciej pokon­ać trasę, zaczy­namy „odlaty­wać”. Dekon­cen­tru­je­my się, myślimy o tysiącu innych rzeczy a nasza uwa­ga i rozsądek kończą w try­bie offline, przez co może­my popełnić błąd pod­czas prowadzenia samo­chodu, albo nie dostrzec w porę czy­je­goś błę­du. Nie jesteśmy sami na uli­cach. Zawsze trze­ba brać poprawkę na innych i zachować zdrowy rozsądek, co oczy­wiś­cie nie oznacza, że muzy­ka w aucie jest niewskazana.

 

Sze­rok­iej dro­gi! I nie odkrę­ca­j­cie muzy­ki na pełny reg­u­la­tor.