Bestia w makijażu — Lancia Hyena.

on Czerwiec 10, 2017

Biuro pro­jek­towe Zaga­to, Lan­cia Delta Inte­grale, kurac­ja odchudza­ją­ca i wypad na siłown­ię. To rzeczy konieczne by pow­stała unika­towa Lacia Hye­na. Też o niej nie słyszeliś­cie? No to bierz­cie się do czy­ta­nia!

Lubię stare Lancie

Prawdę mówiąc, kil­ka dni temu nie miałem poję­cia o ist­nie­niu tego samo­chodu. Widzi­ałem w życiu już niejed­ną Lan­cię, o kilku mod­elach czy­tałem, a jeszcze o innych słysza­łem. Ogól­nie rzecz biorąc uwiel­bi­am tę markę, a raczej ich stare wyt­wory. Poza Deltą szczegól­nego bzi­ka mam na punkcie Bety. To oczy­wiś­cie za sprawą Clark­sona, który zajechał jeden egzem­plarz w jakimś odcinku spec­jal­nym Top Gear‘a wiele lat temu. Wraca­jąc do tem­atu, muszę podz­iękować Rad­kowi, który poin­for­mował mnie o ist­nie­niu tego niety­powego pojaz­du. Ok, odhac­zone. Prze­jdźmy zatem do konkretów.

Hye­na pow­stała na bazie Lancii Del­ty Inte­grale. Widocznie pudełkowa linia poprzed­ni­ka nie bard­zo przy­padła do gus­tu (moja dziew­czy­na stwierdz­iła, że wyglą­da z przo­du jak jak­iś stary Polonez czy Golf… Ehh…). Wtedy do akcji wkroczyło Zaga­to, a dokład­niej Mar­co Pedraci­ni. Poza­mieni­ał coś tu, pozmieni­ał coś tam i z czegoś, co raczej przy­pom­i­nało hatchback‘a, uku­lał coupe. Da się? Da się! (Przy okazji stworzył pier­wowzór tył­ka Brery – niech Giu­gia­ro nie zaprzecza!)

Kuracja odchudzająca

Ale na wyglądzie się nie kończy. Samochód miał być wyjątkowy nie tylko z powodu lim­i­towanej do 500 sztuk serii, dlat­ego zad­bano o masę pojaz­du. Pomysł był dobry, alu­mini­um, alu­mini­um i jeszcze więcej alu­mini­um. No i trochę car­bonu w kabinie. Dzię­ki temu rozwiąza­niu samochód był o 200kg lże­jszy niż stan­dar­d­owa Delta Inte­grale! Waga spadła tym samym do około 1150kg.

Już stan­dar­d­owe 200 KM dało­by nam wiele radoś­ci przy takiej masie, no ale jeśli samochód ma być wyjątkowy, to i pod maską musi się czymś różnić. No i tak się też stało. Czte­ro­cylindrowy rzę­dowy sil­nik pro­dukcji Fia­ta (o ile się nie mylę), który był mon­towany w Del­cie został wyposażony w tur­bosprężarkę Gar­ret T3. Efekt był przyz­woity. Moc skoczyła o 45 KM dając tym samym blisko 250 kucyków chęt­nych do cią­ga­nia tej machiny. Po krótkiej matem­atyce wychodzi nam sto­sunek 1 KM na 4,6 KG. Dla porów­na­nia, ważą­cy 600 kg maluch był pchany przez (niby) 24 kon­ny sil­nik = 1KM na 25 kg. Żeby porów­nanie było jed­nak bardziej fair to weźmy za przykład Brerrę 3.2 V6. Sil­nik generu­je 260 KM, jed­nak samochód waży 1630 kg (według niek­tórych źródeł nawet 1730kg, a innych tylko 1600 – niech się oga­r­ną), co daje nam wynik 1 KM na 6,27 kg. Wstyd. Gdzie ten postęp?

Co z tego wyszło?

Jako że te infor­ma­c­je zupełnie niczego sen­sownego nie wniosły, zarzucę kilko­ma inny­mi liczba­mi, które doty­czą Hye­ny. 5,4 sekundy do set­ki, pręd­kość maksy­mal­na 230 km/h i napęd na cztery koła. Szał. Szczegól­nie jak na sam początek lat 90-tych i sto­sunkowo przyz­woitą cenę około 75 tysię­cy dolarów. Pro­jekt ostate­cznie został wstrzy­many, w skutek czego pow­stały zaled­wie 24 egzem­plarze tego mod­elu. Omal żaden z nich nie ujrza­ł­by światła dzi­en­nego, gdy­by nie finan­sowe wspar­cie ze strony holen­der­skiego importera Lancii, Paula Koot‘a (pewnie nie przepadał za wiz­y­ta­mi w Niem­czech, tam „Kot” oznacza kał, peszek).

Pod­sumowu­jąc, samochód jest naprawdę ciekawy. Jestem zach­wycony jego dynam­iczną syl­wetką. Patrząc od przo­du wyglą­da jak jeden wiel­ki mięsień. Nato­mi­ast tył, w szczegól­noś­ci gdy przyjrzymy się pod kątem, nie powala (ale ujdzie). Wyda­je się być nieukońc­zony. To jed­nak niewiel­ka cena jaką musimy zapłacić, żeby suma sum­marum otrzy­mać wyjątkowy pojazd. Nie wspom­i­nam oczy­wiś­cie o cenie, którą musimy pokryć gotówką, żeby Hyenę nabyć. W zeszłym roku na pewnej aukcji sza­cow­ano jej wartość na około 220 – 260 tys. euro. Nie wiem za ile się sprzedała. TUTAJ zamieszczam Wam jeszcze link do małej galerii, w której może­cie zobaczyć jaskra­wo zielony egzem­plarz (a niby amelin­i­um nie poma­lu­jesz), który został wtedy wys­taw­iony. Zobacz­cie sobie wnętrze! Fotele, zegary i tył ury­wa­ją głowę, poza tym raczej pros­to­ta.

To by było na tyle! Mam nadzieję, że post się spodobał (wiecie co robić – like like like!), a jeśli nie, to proszę zgłaszać zażale­nia do Rad­ka. Do zoba i spodziewa­j­cie się na dni­ach drugiej częś­ci wpisu o samo­chodach Coupe, które mogły być lep­sze, ale ktoś pomylił napęd. Poz­dro!